2016 to
chyba najlepszy rok dla kosmetykoholiczek. Co chwila dowiadujemy się o nowej
premierze na naszym rynku, a każda z nich jest coraz bardziej ekscytująca.
Dotychczas niedostępne dla nas marki, które kusiły nas w zagranicznych mediach
społecznościowych, są teraz na wyciągnięcie ręki. Jedną z nowości, której
wypróbowania nie mogłam sobie odmówić są maseczki marki Peter Thomas Roth.
chyba najlepszy rok dla kosmetykoholiczek. Co chwila dowiadujemy się o nowej
premierze na naszym rynku, a każda z nich jest coraz bardziej ekscytująca.
Dotychczas niedostępne dla nas marki, które kusiły nas w zagranicznych mediach
społecznościowych, są teraz na wyciągnięcie ręki. Jedną z nowości, której
wypróbowania nie mogłam sobie odmówić są maseczki marki Peter Thomas Roth.
Filozofią
węgierskiej marki Peter Thomas Roth, która swoją nazwę przyjęła od imienia i
nazwiska założyciela, to „Przełomowe formuły. Zaskakujące rezultaty.” Ich celem
jest łączenie skutecznych i silnych składników z zaawansowaną technologią tak,
aby tworzyć efektywne kosmetyki pielęgnacyjne wycelowane w konkretne problemy
skórne tj. trądzik czy starzenie. Swoje formuły opiera na najnowszych
technologiach oraz doświadczeniu zebranym przez przodków założyciela, którzy na
Węgrzech prowadzili dwa uzdrowiska SPA. Asortyment marki składa się z ponad 100
kosmetyków, w polskich Sephorach póki co mamy możliwość wypróbowania ich trzech
najbardziej popularnych masek: Cucumber Gel Mask, Rose Stem Cell Bio-Repair Gel
Mask oraz Pumpkin Enzyme Mask.
węgierskiej marki Peter Thomas Roth, która swoją nazwę przyjęła od imienia i
nazwiska założyciela, to „Przełomowe formuły. Zaskakujące rezultaty.” Ich celem
jest łączenie skutecznych i silnych składników z zaawansowaną technologią tak,
aby tworzyć efektywne kosmetyki pielęgnacyjne wycelowane w konkretne problemy
skórne tj. trądzik czy starzenie. Swoje formuły opiera na najnowszych
technologiach oraz doświadczeniu zebranym przez przodków założyciela, którzy na
Węgrzech prowadzili dwa uzdrowiska SPA. Asortyment marki składa się z ponad 100
kosmetyków, w polskich Sephorach póki co mamy możliwość wypróbowania ich trzech
najbardziej popularnych masek: Cucumber Gel Mask, Rose Stem Cell Bio-Repair Gel
Mask oraz Pumpkin Enzyme Mask.
Cucumber Gel Mask (99
zł/150 ml), czyli żelowa maseczka z ogórkiem ma za zadanie ekstremalnie nawilżać
i oczyszczać. Odświeżający, pobudzający, nawilżający i łagodzący żel koi suchą
i podrażnioną skórę dzięki ekstraktom z ogórka, papai, rumianku, ananasa, cukru
klonowego, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, jagody i aloesu. Jest ona przeznaczona
do pielęgnacji każdego typu skóry i w zależności od potrzeb można ją stosować
nawet codziennie. Dla zintensyfikowania działania można pozostawić ją na noc. Ogórkową
maseczkę cenię przede wszystkim za jej właściwości kojące. Jak mało która jest
w stanie uspokoić rozognione naczynka. Sięgam po nią najczęściej po peelingu,
gdy skóra jest lekko podrażniona i już w kilka minut idealnie ją wycisza i
łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Dodatkowo zapewnia porządną dawkę nawilżenia
i odświeżenia. Odpowiedzialny za to jest również jej świeży ziołowo-ogórkowy
zapach, który pobudza zmysły. Dla jak najlepszych efektów warto pozostawić ją w
lodówce, schłodzona idealnie niweluje wszelkie opuchnięcia. Producent informuje
również o jej właściwościach oczyszczających, których ja niestety nie
zaobserwowałam.
zł/150 ml), czyli żelowa maseczka z ogórkiem ma za zadanie ekstremalnie nawilżać
i oczyszczać. Odświeżający, pobudzający, nawilżający i łagodzący żel koi suchą
i podrażnioną skórę dzięki ekstraktom z ogórka, papai, rumianku, ananasa, cukru
klonowego, trzciny cukrowej, pomarańczy, cytryny, jagody i aloesu. Jest ona przeznaczona
do pielęgnacji każdego typu skóry i w zależności od potrzeb można ją stosować
nawet codziennie. Dla zintensyfikowania działania można pozostawić ją na noc. Ogórkową
maseczkę cenię przede wszystkim za jej właściwości kojące. Jak mało która jest
w stanie uspokoić rozognione naczynka. Sięgam po nią najczęściej po peelingu,
gdy skóra jest lekko podrażniona i już w kilka minut idealnie ją wycisza i
łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Dodatkowo zapewnia porządną dawkę nawilżenia
i odświeżenia. Odpowiedzialny za to jest również jej świeży ziołowo-ogórkowy
zapach, który pobudza zmysły. Dla jak najlepszych efektów warto pozostawić ją w
lodówce, schłodzona idealnie niweluje wszelkie opuchnięcia. Producent informuje
również o jej właściwościach oczyszczających, których ja niestety nie
zaobserwowałam.
Rose Stem Cell Bio-Repair Gel Mask (199
zł/150 ml), czyli żelowa maseczka bio-
regenerująca z komórkami macierzystymi róży to kosmetyk opracowany z myślą o
cerach, na których widać pierwsze oznaki starzenia. Wspomaga ona redukcję
głębokich i płytkich zmarszczek, regeneruje, odmładza, nawilża, rozjaśnia,
ujędrnia i napina skórę. Jej tajemnica tkwi w najnowszej biotechnologii
roślinnej, która umożliwia wyizolowanie i perfekcyjne odtworzenie pięciu
regenerujących komórek macierzystych róży dla jak najlepszego działania anti-age.
Fundamentem składu jest pięć rodzajów komórek macierzystych (róża commiphora,
róża pustyni, róża damasceńska, róża blada, róża biała) wraz z czterema
odżywczymi ekstraktami z róży (róża damascena bifera, dzika róża, nasiona róży
piżmowej, woda różana), które zapewniają przyspieszenie odnowy komórkowej
naszej cery. Jej stosowanie jest analogiczne do maseczki na bazie ogórka,
częstotliwość stosowania dopasowujemy do naszych indywidualnych potrzeb.
Maseczka różana to dla mnie produkt na dni, gdy moja cera jest wyjątkowo
przesuszona, odwodniona i brakuje jej blasku. Jest to kosmetyk, który już w dziesięć minut widocznie poprawia wygląd
skóry, zapewniając dawkę rozświetlenia. Zauważalnie poprawia nawilżenie,
likwiduje uczucie ściągnięcia i niweluje
wszelkie widoczne zaczerwieniania. Skóra prezentuje się niezwykle
zdrowo, jest przyjemnie napięta i jedwabiście miękka. Niestety redukcji
zmarszczek oraz ujędrnienia nie zauważyłam. Jeżeli potrzebujecie szybkiej
kuracji przed ważnym wydarzeniem będziecie z niej na pewno zadowolone.
zł/150 ml), czyli żelowa maseczka bio-
regenerująca z komórkami macierzystymi róży to kosmetyk opracowany z myślą o
cerach, na których widać pierwsze oznaki starzenia. Wspomaga ona redukcję
głębokich i płytkich zmarszczek, regeneruje, odmładza, nawilża, rozjaśnia,
ujędrnia i napina skórę. Jej tajemnica tkwi w najnowszej biotechnologii
roślinnej, która umożliwia wyizolowanie i perfekcyjne odtworzenie pięciu
regenerujących komórek macierzystych róży dla jak najlepszego działania anti-age.
Fundamentem składu jest pięć rodzajów komórek macierzystych (róża commiphora,
róża pustyni, róża damasceńska, róża blada, róża biała) wraz z czterema
odżywczymi ekstraktami z róży (róża damascena bifera, dzika róża, nasiona róży
piżmowej, woda różana), które zapewniają przyspieszenie odnowy komórkowej
naszej cery. Jej stosowanie jest analogiczne do maseczki na bazie ogórka,
częstotliwość stosowania dopasowujemy do naszych indywidualnych potrzeb.
Maseczka różana to dla mnie produkt na dni, gdy moja cera jest wyjątkowo
przesuszona, odwodniona i brakuje jej blasku. Jest to kosmetyk, który już w dziesięć minut widocznie poprawia wygląd
skóry, zapewniając dawkę rozświetlenia. Zauważalnie poprawia nawilżenie,
likwiduje uczucie ściągnięcia i niweluje
wszelkie widoczne zaczerwieniania. Skóra prezentuje się niezwykle
zdrowo, jest przyjemnie napięta i jedwabiście miękka. Niestety redukcji
zmarszczek oraz ujędrnienia nie zauważyłam. Jeżeli potrzebujecie szybkiej
kuracji przed ważnym wydarzeniem będziecie z niej na pewno zadowolone.
Pumpkin Enzyme Mask (199
zł/150 ml), czyli enzymatyczna maseczka na bazie dyni to mój faworyt.
Charakteryzuje się ona działaniem trzy w jednym: enzymy z dyni złuszczają, kwas
AHA ściera, a tlenek aluminium wygładza. Maseczka intensywnie regeneruje i
rewitalizuje, pozostawia skórę gładszą, promienną i odmłodzoną. Należy ją
stosować maksymalnie dwa razy w tygodniu. Na czystą cerę aplikujemy cienką
warstwę, a następnie wilgotnymi opuszkami palców masujemy delikatnie okrągłymi
ruchami, aby wygładzić skórę mikropolerującym proszkiem tlenku aluminium.
Zależnie od wrażliwości skóry pozostawiamy na 3 do 7 minut, aby działanie
kwasów AHA i enzymów przyniosło efekt. W przeciwieństwie do poprzednich
maseczek ma on konsystencję przypominającą konfiturę, jest lekka i łatwa w
rozsmarowaniu. Drobinki są bardzo drobne, ale zdecydowanie nie delikatne. W
zależność od intensywności masażu możemy sami stopniować siłę peelingu i
dostosować ją do potrzeb naszej cery. Po zmyciu Pumpkin Enzyme Mask skóra jest
niezwykle miękka w dotyku i jedwabiście gładka. Wyraźnie odczuwane jest
dogłębne oczyszczenie, cera prezentuje się zdrowo i promiennie, a pory są
widocznie zwężone. Nie jest to peeling, który dodatkowo oferuje dawkę
nawilżenia, ale również nie przesusza i nie pozostawia efektu niekomfortowego
ściągnięcia. Dodatkowym walorem jest jego niespotykany pierniczkowy zapach.
zł/150 ml), czyli enzymatyczna maseczka na bazie dyni to mój faworyt.
Charakteryzuje się ona działaniem trzy w jednym: enzymy z dyni złuszczają, kwas
AHA ściera, a tlenek aluminium wygładza. Maseczka intensywnie regeneruje i
rewitalizuje, pozostawia skórę gładszą, promienną i odmłodzoną. Należy ją
stosować maksymalnie dwa razy w tygodniu. Na czystą cerę aplikujemy cienką
warstwę, a następnie wilgotnymi opuszkami palców masujemy delikatnie okrągłymi
ruchami, aby wygładzić skórę mikropolerującym proszkiem tlenku aluminium.
Zależnie od wrażliwości skóry pozostawiamy na 3 do 7 minut, aby działanie
kwasów AHA i enzymów przyniosło efekt. W przeciwieństwie do poprzednich
maseczek ma on konsystencję przypominającą konfiturę, jest lekka i łatwa w
rozsmarowaniu. Drobinki są bardzo drobne, ale zdecydowanie nie delikatne. W
zależność od intensywności masażu możemy sami stopniować siłę peelingu i
dostosować ją do potrzeb naszej cery. Po zmyciu Pumpkin Enzyme Mask skóra jest
niezwykle miękka w dotyku i jedwabiście gładka. Wyraźnie odczuwane jest
dogłębne oczyszczenie, cera prezentuje się zdrowo i promiennie, a pory są
widocznie zwężone. Nie jest to peeling, który dodatkowo oferuje dawkę
nawilżenia, ale również nie przesusza i nie pozostawia efektu niekomfortowego
ściągnięcia. Dodatkowym walorem jest jego niespotykany pierniczkowy zapach.
Maseczki
Peter Thomas Roth bardzo przypadły mi do gustu i zachęciły do poznania reszty
asortymentu. Mam nadzieję, że już niedługo kolejne kosmetyki tej marki pojawią
się w Sephorze. Z tej trójki największe wrażenie zrobił na mnie peeling
enzymatyczny, ale pozostałą dwójkę będę równie dobrze wspominać. Jeżeli lubicie
poznawać nowe marki, a także nietypowe konsystencje i formuły to serdecznie
zachęcam Was do wypróbowania masek.
Peter Thomas Roth bardzo przypadły mi do gustu i zachęciły do poznania reszty
asortymentu. Mam nadzieję, że już niedługo kolejne kosmetyki tej marki pojawią
się w Sephorze. Z tej trójki największe wrażenie zrobił na mnie peeling
enzymatyczny, ale pozostałą dwójkę będę równie dobrze wspominać. Jeżeli lubicie
poznawać nowe marki, a także nietypowe konsystencje i formuły to serdecznie
zachęcam Was do wypróbowania masek.
27 komentarzy
Muszę przyznać że pierwszy raz spotykam się z tą marką 🙂
to tak samo jak ja
Kojarzę je z Sephory, ale jeszcze nie poznałam;)
Wszystkie trzy maseczki wydają się bardzo ciekawe i każdej z nich chętnie bym spróbowała, ale najbardziej jednak kusi ten peeling enzymatyczny! 🙂
Pierwszy raz je widzę 😉
Ta z Aha jest wprost dla mnie stworzona.
Mam ochotę na tego ogórka ;D
Chętnie bym zakupiła wszystkie te maseczki, gdyby nie cena :/
Z PTR dostępne są jeszcze żele do oczyszczania, ogórkowy i różany na które mam ochotę :). Sama będę niedługo testować te maseczki, ale powiem że te małe słoiczki przy otwieraniu trochę mnie rozśmieszyły :).
świetnie wyglądają takie cudaki:D
nigdy nie miałam z nimi do czynienia:)
nie znam niestety, pozdrawiam:)
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tych maseczkach ale cena jest naprawdę wysoka.
Maseczka ogórkowa wydaje mi się ciekawa, ta różana także, szkoda tylko, że nie ujędrnia trochę bardziej;)
Rewelacja! W taki upał żelowa maseczka to musi być wybawienie 🙂 Najbardziej kusi mnie dyniowa i ogórkowa…Ależ ta z ogórkiem musi pachnieć 🙂
różaną maseczka super! też mam nadzieję na więcej 😛
chętnie bym je wszystkie przetestowała 😉
Strasznie chciałabym zieloną, albo różową, ale cena nie za bardzo mi się podoba 🙂
Jestem strasznie ciekawa tych produktów 🙂 Koniecznie muszę wszystkie wypróbować 🙂
Dla mnie najlepszą z tych trzech, którą chętnie kupię w dużym opakowaniu jest ta z peelingiem enzymatycznym 🙂 pozostałe nie zrobiły na mnie większego wrażenia 🙂
Hejka! Chciałabym Cię zaprosić do mojego kunkursu w którym do wygrania jest pomadka i konturówka Kylie Jenner!:) *KLIK*
Dla mnie totalna nowość. Z przyjemnością użyłabym wersję dyniową 🙂
Ten zestawik jest świetny aby poznac markę 🙂 sama sie tez na niego skusiłam, a teraz mam chec na wiecej i wiecej;)
Bardzo zaciekawił mnie ten zestaw, a zwłaszcza peeling.
:*
Ciekawmi mnie ta ich żelowa konsystencja 😉
szczerze mówiąc na pierwszy rzut oka średnio się prezentuje, jednak Twój opis i opinie są zachęcające…
Widziałam je kiedyś na stronie którejś z perfumerii – Sephory albo Douglasa – i naprawdę miałam ochotę je kupić 😀 Cena jest niestety dla mnie o wiele za wysoka – znam maseczki do 50 złotych, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzają. Może kiedyś będę mogła je przetestować – najbardziej ciekawi mnie ogórek i dynia 🙂